popholizm blog.pl



2010-03-09 14:32:14 >> Detektywi w kitlach, czyli o popularności seriali medycznych

Seriale telewizyjne są obecnie jedną z najpopularniejszych rozrywek oferowanych nam przez media masowe. Szeroka oferta tematyczna i wielość tytułów sprawiają, że dzisiaj każdy znajdzie w serialowym świecie coś dla siebie. Audycje tego rodzaju są równie stare, jak sama telewizja, jednak – jak większość rozrywek – przeżywają swoje wzloty i upadki. Okresy większej i mniejszej popularności przechodzą nie tylko seriale jako rodzaj audycji, ale również same ich gatunki czy typy.


            Czym jest serial każdy wie, jednak ciężko znaleźć definicję tego pojęcia. Najprościej rzecz ujmując, serial to film podzielony na części – odcinki, które są emitowane cyklicznie w określone dni o określonej porze. Istnieje przynajmniej kilka schematów, wg których konstruowane są pojedyncze odcinki i cała historia. Najprostsze rozwiązanie to sytuacja, kiedy każdy następny odcinek jest kontynuacją poprzedniego – serial opowiada jedną, długą, linearną historię opowiedzianą w kilku (kilkunastu, kilkudziesięciu a nawet kilkuset) odsłonach. Częściej spotykany jest układ, gdzie w każdym odcinku zawiązana jest nowa intryga, najczęściej rozwiązana w tym samym epizodzie, z udziałem zawsze tego samego bohatera lub grupy bohaterów (poboczne wątki mogą być kontynuowane w większej ilości odcinków, jednak pierwszoplanowy problem zajmuje tylko jeden z nich). Zdarzają się również seriale, w których w każdym odcinku opowiedziana jest inna historia z udziałem innych bohaterów, a pojedyncze opowieści są połączone motywem przewodnim.


Chociaż wyliczenie schematów konstrukcyjnych seriali jest jeszcze całkiem proste, to już wypisanie wszystkich ich typów ze względu na tematykę jest co najmniej trudne, jeśli nie niemożliwe. Serial bowiem może opowiadać o wszystkim. Mamy zatem seriale oparte na konwencji westernu, kryminalne, sensacyjne, kostiumowe, fantasy, komediowe, science fiction, wojenne, prawnicze, medyczne czy po prostu obyczajowe. Ze względu na zapełnienie rynku i konieczność pozyskiwania telewidza na nowe sposoby, coraz popularniejsze staje się łączenie poszczególnych rodzajów w celu stworzenia zupełnie nowej jakości. Często łączy się konwencję komediową z innymi, np. komediowy kryminał. Ale oprócz takich już nieco „powszednich” form powstają inne, bardziej niespodziewane i nowatorskie. Tak narodził się m.in. Firefly – science fiction western.


Seriale medyczne są jednym z tych rodzajów, których popularność utrzymuje się przez cały czas na względnie wysokim poziomie. Każdy telewidz przynajmniej raz widział chociaż jeden odcinek jakiegoś serialu o lekarzach, pielęgniarkach i pacjentach, czy to w formie obyczajowej, czy komediowej. Jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym, serialem o tematyce medycznej emitowanym w polskiej telewizji był Szpital na peryferiach (Nemocnice na kraji města), który powstał w Czechosłowacji na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia. Później, w latach 90. nastała era Ostrego dyżuru (ER), który na długie lata ukształtował nasze wyobrażenie o serialach medycznych. W 2009 roku ukończono produkcję ostatniego, 15 sezonu tego serialu i chociaż w Polsce wyemitowano zaledwie 10 z nich, Ostry dyżur jest nadal jedną najpopularniejszych serii, nie tylko wśród seriali o tematyce medycznej, ale wszystkich w ogóle. Na bazie zagranicznych produkcji powstał również nasz rodzimy dramat medyczny skrzyżowany z operą mydlaną, czyli Na dobre i na złe. W ciągu 10 lat produkcji wyemitowano już prawie 400 odcinków, które utrzymują oglądalność na poziomie 5 mln widzów. Należy również wspomnieć o komediowych serialach medycznych. Jedna z najpopularniejszych zagranicznych produkcji tego rodzaju to Hoży doktorzy (Scrubs), produkowana od 2001 roku, w Polsce emitowana tylko na kanale Comedy Central. Co do rodzimych przedsięwzięć komediowo-medycznych warto wspomnieć o sitcomie Daleko od noszy, który mimo dość niskiego poziomu odniósł spory sukces i liczy 6 serii.


Najwięcej miejsca chciałabym jednak poświęcić serialowi Dr House (House M.D.). Zadebiutował on 16 listopada 2004 roku na antenie amerykańskiej stacji telewizyjnej FOX (w Polsce pierwsze odcinki zobaczyliśmy 6 września 2007 w TVP 2 i 3 grudnia 2007 w AXN). Obecnie w USA emitowany jest 6 sezon. W 2008 roku Dr House został uznany za najpopularniejszy serial świata i dzięki swoim wynikom oglądalności za rok 2009 może powtórzyć swój sukces. Jest emitowany w 250 krajach. Co może świadczyć o popularności tej serii w Polsce? Chociażby to, że premierowe odcinki Ostrego dyżuru są kupowane przez polskie stacje telewizyjne z 5-letnim opóźnieniem, natomiast nowe epizody Dra House’a są dostępne dla polskich telewidzów jedynie kilka miesięcy po ich amerykańskiej premierze.


Dzięki Drowi House’owi telewidzowie na nowo pokochali seriale medyczne. Dlaczego? Myślę, że przede wszystkim dlatego, że jego forma i treść zasadniczo różnią się od pozostałych tego typu historii o lekarzach.


Dr House jest zaliczany do seriali medycznych lub dramatów medycznych. Być może jednak powinno się specjalnie dla niego stworzyć nowy termin, mianowicie „medical fiction”. Mimo że opisywane w poszczególnych odcinkach przypadki medyczne i choroby nie są zmyślone, warunki ich wystąpienia i komplikacje im towarzyszące są ponaginane do granic prawdopodobieństwa. Dlatego tak, jak o historiach opowiadających o nieistniejących, acz teoretycznie możliwych do zaistnienia w dalekiej przyszłości wynalazkach technicznych, mówi się „science fiction”, tak o niespotykanych mieszankach autentycznych chorób i schorzeń można mówić „medical fiction”. 


O poetyce Dra House’a mówi się i pisze od chwili, kiedy zaczął święcić pierwsze znaczące sukcesy, dlatego ograniczę się do podstawowych informacji. Charakterystyka i schemat relacji między bohaterami została oparta na duecie Sherlock Holmes – Dr Watson. Główny bohater – dr Gregory House został stworzony na podobieństwo słynnego literackiego detektywa. Dzięki swojemu talentowi diagnostycznemu i efektywnym (oraz efektownym) metodom rozwiązywania problemów, takich jak inkubacja, House jest w stanie rozwikłać nawet najbardziej skomplikowaną medyczna zagadkę. Aby jednak jego metody pracy działały, potrzebuje on pomocnika, kogoś, kto będzie podrzucał mu błędne rozwiązania i zajmował jego umysł podczas podświadomego rozwiązywania zagadki. Początkowo, według założeń scenarzystów, takim pomocnikiem, czyli doktorem Watsonem, miał być przyjaciel House’a, onkolog James Wilson. W rzeczywistości rola Watsona została rozdzielona pomiędzy Wilsona a grupę asystentów House’a.


W każdym odcinku grupa lekarzy musi zmierzyć się z innym, wymyślnym i bardzo mało prawdopodobnym przypadkiem medycznym. Na pierwszy plan wysuwa się proces rozwiązywania zagadki. Prawie zawsze schemat wygląda następująco: kilka błędnych rozpoznań choroby, gdzie po każdej kolejnej próbie leczenia stan pacjenta oraz bardziej się pogarsza, w momencie kulminacyjnym House wpada na rozwiązania (zwykle poprzez „olśnienie”), pacjent jest leczony lub umiera, jeśli rozwiązaniem okazuje się choroba nieuleczalna. Wszystkie inne wątki, takie jak związki pomiędzy bohaterami, ich życie prywatne itp. spychane są na drugi plan (co jest pierwszą poważną różnicą między Drem House’m, a chociażby klasycznym Ostrym dyżurem, gdzie wątki dotyczące niezawodowego życia bohaterów, głównie romanse, były mocno eksploatowane). Można powiedzieć, że w tym przypadku to choroba jest głównym bohaterem. Wątki osobiste postaci nie są tutaj zresztą tak istotne. Owszem, zainteresowanie nimi jest dość spore ale przede wszystkim na forach internetowych, gdzie wypowiadają się bardzo młodzi fani, którzy całe swoje zainteresowanie serialem opierają na mniej lub bardziej silnych uczuciach żywionych do głównych bohaterów. Gdyby jednak wszystkie romanse i inne relacje uczuciowe z fabuły usunąć myślę, że serial straciłby mniej, niż się wydaje.


Jednak Dr House nie byłby pewnie tak interesujący, gdyby nie charaktery postaci w nim występujących. Osobną rozprawę można by poświęcić charakterowi samego Gregory’ego House’a, który, mówiąc krótko i oględnie, jest osobą ironiczną, opryskliwą, czasami wręcz niesympatyczną i ignorującą wszystkie, albo przynajmniej większość zasad współżycia społecznego. Być może jednym z powodów, dla którego widzowie tak lubią tytułowego doktora jest fakt, że robi on wszystko to, co sami chcieliby robić, ale nie mają na to odwagi. Charakterystyki pobocznych bohaterów są tak skonstruowane, żeby w połączeniu z główną postacią tworzyć unikatowe kombinacje i przy okazji wnosić do akcji dawkę humoru. Nawiasem mówiąc serial ten w niektórych przypadkach można nawet zaliczyć do komediowych a humor sytuacyjny wynikający ze zderzenia opryskliwego doktora i wrażliwego pacjenta (zwłaszcza w scenach dziejących się w przychodni) jest również cechą charakterystyczną Dra House’a.


Powodów popularności tego konkretnego serialu można zatem dopatrywać się w jego cechach odróżniających go od poprzedzających go serii medycznych. Cechach, które uczyniły go czymś zupełnie nowym i pionierskim na rynku telewizyjnym. Jednak skąd bierze się zainteresowanie serialami medycznymi w ogóle?


Własne ciało, jego choroby, wreszcie śmierć to tematy interesujące każdego z nas. Za wszelką cenę chcemy pozostać w dobrym zdrowiu albo przynajmniej umieć poradzić sobie w sytuacjach dla nas groźnych. Seriale medyczne dają nam opowieści o chorych ludziach i ich leczeniu. Zakładamy, że to, co widzimy na ekranie telewizora to wskazówki, jak radzić sobie z różnymi schorzeniami i dolegliwościami, wręcz schematy właściwego postępowania. Zwłaszcza po obejrzeniu kilku odcinków Dra House’a wiemy, że toczeń to choroba autoimmunologiczna oraz jak zrobić tracheotomię. Inne seriale nie służą nam równie przydatna wiedzą. Może i dowiemy się kilku faktów o fizyce tuneli podprzestrzennych albo technikach zbierania śladów na miejscu zbrodni, jednak do niczego nam się to nie przyda. Co innego to, czego można się nauczyć z seriali o tematyce medycznej. Wbrew pozorom taka wiedza, albo raczej przeświadczenie o jej posiadaniu, może być groźne. Do takiego właśnie wniosku doszła włoska Narodowa Federacja Uczelni Medycznych, która w 2008 roku zaapelowała do rodzimych nadawców telewizyjnych o nieemitowanie programów o tematyce medycznej, zwłaszcza amerykańskich seriali, takich jak Dr House czy Ostry dyżur. Według NFUM takie audycje wytwarzają w odbiorcach przeświadczenie, że znają się oni na medycynie i mogą brać sprawy swojego zdrowia we własne ręce, bez konsultacji z lekarzami spoza serialu.


Mimo to seriale medyczne można wykorzystać do przemycania treści społecznie ważnych, które innym kanałem mogły by do odbiorców nie dotrzeć. Przykładem może być polskie Na dobre i na złe, gdzie scenarzyści konstruują odcinki w taki sposób, by zwrócić uwagę widzów na konkretny, ważny społecznie problem, np. konieczność wykonywania przez kobiety w określonym wieku regularnych badań mammograficznych.


Dzięki Drowi House’owi popularność seriali medycznych na obecnym poziomie ma szanse trwać jeszcze przez długie lata. Mimo że ten, dość specyficzny, rodzaj seriali wcale nie jest najczęściej wybieranym przez producentów (raczej na pewno przegrywa on w tym aspekcie z chociażby kryminałami, sci-fi, a ostatnio fantasy), to wystarczy, żeby raz na jakiś czas jeden z seriali medycznych odniósł spektakularny sukces i znowu wszyscy kochają postaci w białych kitlach spoglądające z troską (albo nawet i z ironią) ze szklanych ekranów. Ze swoistego boomu na tego typu seriale z pewnością skorzystają producenci ww. tytułu, natomiast nowe produkcje mogą mieć problemy z odniesieniem sukcesu na rynku. Powodem jest to, że przynajmniej przez jakiś czas bardzo trudno będzie wymyślić w świecie seriali medycznych coś równie świeżego i porywającego jak Dr House, a powielanie schematów może nie być mile widziane.


karoll


skomentuj (0)




2009-10-10 23:12:33 >> Nowy sezon czas zacząć

Po wakacyjnej przerwie powracają znane i lubiane zjadacze czasu (powszechnie nazywane serialami telewizyjnymi). Jakie będą? Czy okażą się kontynuacja poprzednich pomysłów, czy może scenarzyści zaskoczą widzów czymś zupełnie nowym i świeżym? W tym poście zajmę się dwoma tytułami, które dla jednych są rewelacyjną świeżynką a dla innych - zwyczajnym odgrzewanym kotletem.

[UWAGA SPOILER! Artykuł zawiera informacje dotyczące treści odcinków seriali nie emitowanych jeszcze w Polsce]

You guys are crazy

Najbardziej znany diagnostyczny geniusz serialowego świata, znany pod nazwiskiem Gregory House, znajdzie się na odwyku i zostanie poddany leczeniu psychiatrycznemu - ta wiadomość zmroziła krew w żyłach większości house'omaniaków na świecie. "To koniec naszego serialu" - wołali jedni, "Nareszcie coś nowego" - krzyczeli inni. Opinie pozostały podzielone nawet po emisji pierwszego, podwójnego odcinka pod tytułem Broken. Z jednej strony scenarzyści namieszali nieco w charakterystyce bohatera, robiąc z niego zdolnego do współczucia i chętnego do pomocy i współpracy, potulnego pacjenta szpitala dla umysłowo chorych. Z drugiej strony nie odebrali mu tak ważnych cech jak specyficzne poczucie humoru i zamiłowanie do diagnostyki (s06e03 Epic Fail).

Moje przewidywania co do d
alszych odcinków są dwojakie. Wprowadzenie halucynacji (koniec 5 sezonu) i konieczności odwyku w spejalistycznym ośrodku mogą być jedynie smaczkiem dodającym uroku temu sezonowi (w pierwszej serii był Vogler, w drugiej - Stacy, w trzeciej - detektyw Tritter, w czwartej - zabawa w zatrudnianie nowych asystentów, w piątej - śmierć Kutnera i wspomniane już halucynacje), chociaż jest to smaczek dość dużego kalibru i po tym wszystkim całość wróci do normy. Z drugiej jednak strony może być to zapowiedź większych zmian, co w zasadzie nie musi być wcale takie złe.

Jedno jest pewne. Żeby się dowiedzieć - trzeba oglądać.




Jeszcze jeden szewron

Kolejną nowością tego sezonu jest trzeci juz serial z rodziny Stargate, mianowicie Stargate Universe. Podstawy jego fabuły są podobne do jego poprzedników. Najistotniejszą zmianą, bez której nie miało by sensu wyodrębnianie nowego serialu, jest miejsce akcji. W Stagate SG-1 najogólniej mówiąc była to Droga Mleczna, w Stargate Atlantis - Galaktyka Pegaza, natomiast w Stargate Universe, jak sama nazwa wskazuje, akcja rozgrywa się gdzieś we Wszechświecie, miliardy lat świetlnych od Ziemi.

Gwoli streszczenia: grupa naukowców i żołnierzy pracuje w pozaziemskiej bazie nad niespotykanym wcześniej 9-symbolowym adresem Gwiezdnych Wrót (dotychczasowe adresy miały po 7 symboli - wewnątrz jednej sieci wrót - lub 8 - do innej galaktyki). Gdy placówkę atakują wrogie statki części personelu udaje się uciec przez Wrota. Nie udają się jednak na Ziemię i trafiają na bezzałogowy statek kosmiczny znajdujący sie po drugiej stronie Wszechświata, gdyż właśnie tam prowadzi nietypowy zestaw symboli.

Producenci i scenarzyści zafundowali fanom SG zupełnie nowy zestaw bohaterów. Są to mocno zarysowane osobowości, charakterystyczne już od pierwszego odcinka. Łącznikami z poprzednimi serialami są główne postaci z SG-1 - generał O'Neill, Carter i Jackson.

SGU nie wzbudził w fanach takiego entuzjazmu, jakiego zapewne spodziewali się producenci. Część z nich będzie oglądać kolejne odcinki z rozpędu lub z sentymentu do starego, dobrego SG-1. Osobiście mam nadzieję, że serial ten godnie zastąpi swoich poprzedników, a nawet stworzy nową jakość, która przyciągnie nowych widzów oraz, że nie skończy się po zaledwie kilku sezonach, tak jak SGA. W końcu świat bez Stargate to nie to samo.





karoll

Tagi: serial, house md, gregory house, stargate, sg-1, stargate atlantis, stargate universe
skomentuj (2)




2009-06-15 19:44:03 >> Hodydydydyde

Dziwacznie się ubiera, nosi ostry makijaż i buty na obcasach. Ma niebanalne poczucie humoru, dar obserwacji świata z przymrużeniem oka i osobowość sceniczną. Eddie Izzard jest wszystkim tym, czego brakuje polskiej scenie kabaretowej - dobrym stand-uperem.

Polscy komicy nie są źli. Dobierają się w wesołe zespoły i układają skecze o polityce i Radiu Maryja. Nie ma w tym nic złego, bo widocznie takie jest zapotrzebowanie publiczności. Poza tym skecze są ciekawe, mają fabułę, dają pole do aktorskich popisów. Ale są też łatwiejsze, bo nie każdy potrafi przez godzinę rozśmieszać publiczność za pomocą jedynie mikrofonu i właśnego poczucia humoru.
 


Co wyróżnia Izzarda? (Oprócz wyglądu oczywiście.) Myślę, że przede wszystkim styl i pomysłowość. Czy którykolwiek polski komik nabijałby się z odkurzaczy? Czy nasze rodzime kabarety celują w skeczach z dużą dawką narodowej autoironii? A może po prostu nikt nie wpadł na taki pomysł, bo nasze polskie tostery nie kłamią.



Mój toster też kłamie.



Gdzie się podziali wszyscy polscy stand-uperzy? Połączyli siły z kolegami tworząc nowe formacje, zestarzeli się czy po prostu przestali znajdować w życiu inspiracje do nowych wystąpień? Na dzień dzisiejszy niezły poziom trzyma Maciej Stuhr. Nieźle radzi sobie też Tomasz Jachimek (chociaż czasami jednak lepiej wychodzą mu piosenki niż monologi). Swego czasu mistrzem gatunku był Krzysztof Piasecki.



Jedyną przeszkodą w zapoznaniu się z radosną twórczością Eddiego Izzarda może być bariera językowa. Zrozumienie jego wypowiedzi (zwłaszcza tych nowszych) wymaga ponadpodstawowej znajomości języka angielskiego. Ale jest też dobra wiadomość - mimo, że monologów z polskimi napisami jest na razie niewiele, nie sposób się nimi szybko znudzić.



Polecam inne klipy Izzarda dostępne w serwisie YouTube albo Joe Monster.
A zatem... cake or death?

karoll

Tagi: kabaret, komik, stand-uper, eddie izzard
skomentuj (2)




2009-06-01 20:23:22 >> Recepta na dobrą czołówkę

Na pewno każdemu z nas przytrafiła się sytuacja, gdy dobiegająca z pokoju telewizyjnego charakterystyczna muzyka przypominała nam w ostatniej chwili, że właśnie zaczyna się kolejny odcinek ulubionego serialu. To właśnie była czołówka, stała i nieodzowna część każdego odcinka.

Czołówka, inaczej otwarcie, to kilkudziesięciosekundowy fragment opatrzony motywem muzycznym, podczas którego prezentowany jest tytuł, grający aktorzy (przynajmniej z imienia i nazwiska), producenci itp. Wikipedia nie prezentuje rozbudowanej definicji czołówki: "pot. określenie początkowej piosenki, otwierającej seriale animowane lub fabularne". Jakie są funkcje tej części serialu? Myślę, że przede wszystkim przedstawienie tytułu, urozmaicenie oglądania oraz wyróżnienie spośród innych "odcinkowców".

Czołówki, tak jak seriale, bywają różne. Klasyczne zawierają głównie tytuł i postacie bohaterów łącznie z nazwiskami aktorów oraz oczywiście charakterystyczny motyw muzyczny.



Często można w nich zobaczyć zmontowane, najbardziej porywające sceny z odcinków z bieżącego sezonu.



Inne ograniczają się do wyświetlenia jedynie nazwisk aktorów na tle wizualizacij związanych z tematyką.



Wizualizacje bywają dość ascetyczne.



Zdarzają się czołówki proste aż do bólu...



...chociaż fani Zagubionych postanowili na własną rękę stworzyć to, czego producenci serialu im nie zapewnili. To tylko jeden z wielu przykładów ich twórczości.



Tak naprawdę każda czołówka jest dobra. Nie ma na nią recepty. Ważne, żeby była charakterystyczna i szybko zapadała w pamięć. Dobre otwarcie to jednak nie wszystko. Genialna czołówka nie uratuje kiepskiego serialu a nie wszystkie świetne odcinkowce mają doskonałe intra.

Na koniec coś z serialowej klasyki.




karoll

Tagi: csi, seriale, house, czołówka, zagubieni, stargate, stawka większa niz życie, mcgyver
skomentuj (0)




2009-05-27 19:22:41 >> Podstawowe pytanie

W poszukiwaniu inspiracji do nowego posta wpadł mi do głowy bardzo banalny a jednocześnie istotny temat – dlaczego tak właściwie oglądamy seriale?

Wytłumaczenie pierwsze – najprostsze

Z serialem jest jak z filmem. To najlepszy sposób na nudę, nie wymagający wielkiego zaangażowania intelektualnego, wystarczy tylko usiąść przed ekranem i rozkoszować się przygodami obcych, zmyślonych ludzi, ale jakże podobnych do nas. Film ma tę zaletę, że jest dłuższy – wypełnia więcej naszego czasu, wciąga na dłużej. Od razu znamy zakończenie. To wręcz jednorazowa rozrywka. A serial to mały substytut filmu – w najlepszym przypadku otrzymujemy wycinek perypetii bohaterów tworzący spójną całość, niekoniecznie wymagający znajomości poprzednich odcinków.

Wytłumaczenie drugie - nieco bardziej skomplikowane

Serial to zupełne przeciwieństwo filmu. To rozrywka trwająca latami, a nie tylko 90 minut (chociaż rekordziści zmuszają widzów do tkwienia przed telewizorem przez 3 godziny). Już przez jeden sezon skrupulatnego oglądania jesteśmy w stanie zaprzyjaźnić się z bohaterami, a co dopiero przez 10 lat? Społeczności utworzone dzięki porozumieniu fanów seriali bywają ogromne i są dość trwałe, przynajmniej dopóki jest nadzieja na kolejny sezon. Wielbiciele filmów mają gorzej, muszą czekać na sequel. Fani seriali zbierają siły przez wakacje, żeby stawić czoła nowym przygodom ulubionych bohaterów. 40-minutowe cotygodniowe filmiki przestają być rozrywką i zyskują miano sposobu na życie. To oczywiście skrajność, zapewne większości ludzi oglądających seriale robi to ze zwykłej sympatii dla wieloczęściowych opowieści. Ale mimo wszystko podstawowy powód wydaje się być ten sam – możność obcowania z filmowymi postaciami nieco dłużej niż jedno posiedzenie prze ekranem telewizora.

by Chuck NhorusNieważne, czy oglądamy seriale, bo to miniaturowe filmy i akurat nic ciekawszego nie ma na innych kanałach, czy powodem jest chęć śledzenia perypetii swoich ulubionych bohaterów. Każdy powód jest dobry, dopóki czerpie się z tego przyjemność i satysfakcję.
karoll

Tagi: filmy, seriale, dlaczego
skomentuj (0)




2009-05-26 23:02:24 >> Czekając na szósty sezon

Znamy już zakończenie piątego sezonu „Dra House’a”. Po opadnięciu początkowych emocji nadszedł czas podsumowań i przemyśleń. Jaki był ów piąty cykl? Jak zapowiada się następny? Co na ten temat myślą fani? Oto pytania przewodnie tego posta.

[UWAGA SPOILER! Artykuł zawiera informacje dotyczące treści odcinków seriali nie emitowanych jeszcze w Polsce]

Wszystko stało się jasne 12 maja. Jeden z najbardziej wyczekiwanych odcinków „Dra House’a” poszedł w eter i… zszokował nawet najstarszych fanów serialu. „Finał 5 sezonu bardzo mnie zaskoczył, szczególnie akcja promocyjna prowadzona przez stację Fox, dotycząca romansu pomiędzy Housem a Cuddy. Wypuszczone specjalnie dla Huddy Fanów promo, oraz zero jakichkolwiek naprowadzeń, że to może być halucynacja/fantazja/sen/whatever, sprawiły, że poczułam się nieco oszukana” – to opinia Ewel, użytkowniczki forum Housemd.info. Takich zdań było więcej. Po emisji przedostatniego odcinka „Under My Skin” cała House’owa społeczność, a przede wszystkim jej Huddy-żeńska część, oczekiwała pozytywnego rozwoju romansu pomiędzy parą głównych bohaterów. Pomysły scenarzystów okazały się jednak dużo bardziej brutalne i zamiast u boku Cuddy, House znalazł się w szpitalu psychiatrycznym.


Do kształtu ostatniego epizodu przyczynił się cały sezon, wyjątkowo emocjonujący, niejednorodny i dziwaczny. „Cała 5 seria była zaskakująca! Pełna wrażeń, płaczu i śmiechu. To była jedna z serii, która tak naprawdę trzymała w napięciu do końca!” – to zdanie ann, kolejnej użytkowniczki Forum. "House" przestał być już zwykłym dramatem medycznym i stał się wręcz opowieścią na skraju filmu psychologicznego. Postać głównego bohatera była ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet niektóre przypadki medyczne były udziwnione do skraju możliwości.

Jak zapowiada się 6 sezon? David Shore, producent wykonawczy serialu, w niedawnym wywiadzie dla TVGuide Magazine zdradził kilka szczegółów. Będzie bolesna walka House’a z nałogiem, bohater nie będzie przebywał w Princeton-Plainsboro oraz wątek jego uczucia wobec Cuddy być może nie zostanie zamknięty. Te zapowiedzi oznaczają zmiany w serialu. Seria 6 będzie zupełnie inna niż poprzednie. Co na ten temat sądzą fanki? „6 seria zapowiada się zaskakująco! Osobiście mam nadzieję, że cały sezon nie będzie ukazany tylko w szpitalu psychiatrycznym, ale także będą poruszane coraz to nowe i ciekawe przypadki, a sceny niewyjaśnione pod koniec 5 serii zostaną rozwiązane w niezwykły i radosny sposób. Z niecierpliwością czekam na następny sezon, bo zapowiada się niesamowicie interesująco!” – ann. „Mam nadzieję, że jeśli House sam sobie przyznał się do uczuć, jakie żywi wobec Cuddy, wątek ten urośnie w siłę - nie oczekuję czegoś lukrowego w relacji Huddy, ale nie chciałabym, aby sprawa została pominięta. No i sama postać genialnego doktorka - nie chcę, by jego geniusz przerodził się w szaleństwo, takie prawdziwe - z zakładem zamkniętym do końca życia.” – Ewel.

Co wymyślili scenarzyści dowiemy się jesienią (premiera 6 sezonu jest zapowiedziana na 21 września). Do tej pory pozostają jedynie spekulacje i nadzieje. Oby kolejna seria „Dra House’a” przyniosła coś dobrego dla każdego z fanów, czego im i sobie życzę.


Dziękuję Ewel i ann za pomoc.


karoll

Tagi: house, serial, david shore, cuddy
skomentuj (0)




2009-05-06 18:54:42 >> Z papieru na taśmę celuloidową, czyli jak zrobić film z kreskówki

Film najlepiej przemawia do widza. Ruchome obrazki podane na tacy nie wymagają umysłowego zaangażowania ani uruchamiania najgłębszych pokładów wyobraźni. Dlatego ciągle powstają coraz to nowe ekranizacje książek. Ale jaki jest powód przenoszenia na kinowy ekran komiksów i kreskówek?

Komiksy to forma pośrednia między książką a filmem. Wizerunki postaci nie muszą już powstawać w głowie czytelnika, obraz zastępuje część tekstu i jest łatwiej przyswajalny. Filmy animowane to nic innego, jak wprawienie komiksowych kadrów w ruch. Po co więc narysowanych bohaterów zamieniać na aktorów i wydawać krocie na efekty specjalne, które w komiksie to tylko kolejne pociągniecie ołówka? Zapewne po to, żeby zarobić jeszcze więcej, niż się wydało. Miliony fanów rysowanych czy animowanych postaci wydadzą pieniądze, żeby zobaczyć nowe inkarnacje swoich ulubionych superbohaterów.



Naiwnością byłoby myślenie, że wszystkie filmy na podstawie komiksów czy kreskówek są dokładnym odzwierciedleniem fabuły. Filmowcy zręcznie żonglują postaciami i wątkami, żeby bajkę dla dzieci przemienić w kasowy hit. Komiksy i kreskówki powstają w odcinkach, a tworzenie opowieści w częściach rządzi się zupełnie innymi prawami, niż konstruowanie fabuły w filmie pełnometrażowym. Poza tym film ma przedstawiać nową jakość, ponieważ pokazywanie dokładnie tego samego za pomocą innych środków wyrazu mija się z celem.

Wolverine - kreskówka      Wolverine - film

Goku - anime    Goku - film

Mimo, że adaptacje filmowe komiksów i filmów animowanych najczęściej spotykają się z aprobatą odbiorców i zaczynają żyć własnym życiem, zdarzają się również porażki. Klapą okazał się film Dragon Ball Evolution na podstawie mangi i anime stworzonych przez Akirę Toriyamę. Jego twórcy porwali się z motyką na słońce a modyfikacje i dostosowania, jakich dokonali przy realizacji filmu, nie zadowoliły milionów fanów przygód Goku. Pierwotny kształt anime – wątki i bohaterowie – były tak mocno zakorzenione w umysłach widzów, że odważne zmiany wprowadzone w filmie stały się jego poważnym minusem, chociaż w warstwie estetycznej wypadł on całkiem nieźle.

Większość najbardziej popularnych komiksów świata została już zaadoptowana na wielki ekran. Filmowcy sięgają zatem po coraz mniej znane tytuły. Co się stanie, gdy rysownicy nie nadążą z wymyślaniem nowych superbohaterów i zabraknie materiału na scenariusze? Zawsze można odwrócić proces i hity kinowe zmienić w kreskówki. Tylko co wtedy będą robić aktorzy?


karoll

Tagi: film, komiks, x-men, kreskówki, dragon ball evolution
skomentuj (1)




2009-04-15 13:45:05 >> Krótka analiza gatunku sci-fi

Polak myśli science-fiction, widzi wielki, biały i błyszczący statek Enterprise. Czy seriale sci-fi na zawsze będą kojarzone tylko ze Star Trekiem? A może już niedługo hegemona zastąpi ktoś inny?

[UWAGA SPOILER! Artykuł zawiera informacje dotyczące treści odcinków seriali nie emitowanych jeszcze w Polsce]

Fantastyka naukowa nie jest gatunkiem dla wszystkich. Aby wyobraźnia i kreatywność twórcy została doceniona, musi napotkać równie bujną wyobraźnie odbiorcy. Dla niektórych sci-fi, jak również cała fantastyka, to stek bzdur i bezsensowna fikcja. Dla innych to barwny alternatywny świat, miejsce ucieczki przez szarą codziennością.

W świecie sci-fi wszystko jest możliwe. Podróże w czasie? Bardzo proszę. Tunel podprzestrzenny na planetę na drugim końcu galaktyki? Nie ma sprawy. Kosmici? Klony? Alternatywna rzeczywistość? To przecież tutaj codzienność.

Być jak kapitan Kirk

Stworzona w latach 60. ubiegłego stulecia historia kosmicznych podróżników ze statku Enterprise stała się kultowym reprezentantem gatunku. Futurystyczne, niemalże idealne społeczeństwo i jego cuda techniki oglądane z dzisiejszej perspektywy nie budzą już takiego zachwytu, ale stacje telewizyjne (zwłaszcza specjalizujące się w tematyce sci-fi) często powracają do najwcześniejszych sezonów Star Treka (bo to o nim mowa) a najstarsze odcinki zostały zremasterowane i nadal przyciągają rzesze wielbicieli. Co takiego miały w sobie przygody grupki ludzi ubranych w kolorowe piżamopodobne uniformy i odwiedzających odległe planety w wielkim statku kosmicznym? Może była właśnie tym alternatywnym światem? Ucieczką dla wyobraźni? Albo po prostu szczytem kunsztu realizacji telewizyjnej? Jedno jest pewne, jeszcze wiele pokoleń będzie śledziło przygody kapitana Kirka i jego następców.


Od roku 1966 do dziś powstało już 6 mutacji serialu (w tym jeden animowany) - 726 epizodów podzielonych na 30 serii oraz 11 filmów pełnometrażowych. Star Trek odcisnął trwałe piętno na obliczu popkultury i wydawać by się mogło, że wszystko inne może być już tylko naśladownictwem. Jednak wyobraźnia twórców sci-fi nie zna granic.

Niezapowiedziana aktywacja z zewnątrz

Zupełnie inna podróż międzygwiezdna rozpoczęła się w 1994 roku, kiedy to na ekrany kin trafił film Rolanda Emmericha Gwiezdne Wrota. 3 lata później powstał serial Stargate SG-1 osadzony w tym samym uniwersum, z tymi samymi bohaterami i rozwiniętym głównym wątkiem. Przez 10 sezonów grupa SG-1 dowodzona przez Jacka O’Neilla (w tej roli Richard Dean Anderson, kojarzony przede wszystkim z tytułowej roli w serialu MacGyver) przechodziła przez gwiezdne wrota na odległe planety w poszukiwaniu przygody i obcych technologii. Początkowo serial z pewnością bazował na popularności filmu ale czasem wyrobił sobie własną i niepowtarzalną markę. Całe uniwersum Stargate – mitologia, technologia, postacie - jest bardzo rozbudowane. Hasło Gwiezdne Wrota (urządzenie) w Wikipedii ma nie mniejszą objętość niż opis samego statku Enterprise.

Na bazie Stargate SG-1 powstały jeszcze dwie inne mutacje: Stargate Atlantis i Stargate Universe. Kilka sezonów pierwszej z nich zostało już wyemitowanych na polskim kanale AXN Sci Fi oraz AXN. Pierwszy sezon Stargate Universe pojawił się niedawno w USA. Nakręcono również dwa filmy pełnometrażowe, w których zagrali aktorzy z serialu.

Trzeba przesunąć wyspę

Serial Zagubieni przypisywany jest do gatunku fantastyczno-przygodowego, jednak według mnie można w nim znaleźć elementy fantastyki naukowej. W końcu cudowna wyspa, na której sparaliżowani nagle odzyskują sprawność nóg czy pole magnetyczne zdolne ściągnąć na ziemię samolot to dość niespotykane zjawiska. Nieprzekonanym polecam piąty (i podobno ostatni) sezon Lost, gdzie do wszystkich dziwnych właściwości wyspy dołącza jeszcze jedna, należąca zdecydowanie do tematyki science-fiction, mianowicie – podróżowanie w czasie.

Eureka!

Obecnie najbardziej obiecującą produkcją sci-fi jest Eureka. Ma w sobie wszystko, czego potrzebuje dobry serial: wyraziste postacie, dynamiczną fabułę, sporą dawkę humoru, a przede wszystkim nie powiela pomysłów i prezentuje cos całkowicie nowego.

Tytułowa Eureka to tajne miasto zamieszkałe przez najwybitniejszych naukowców z całego świata. A ze ciągle zdarzają im się jakieś wpadki, nowy szeryf Carter ma zawsze ręce pełne roboty. Jak dotąd emisję tego serialu w Polsce rozpoczął tylko Canal +.

To tylko kilka przedstawicieli gatunku sci-fi w świecie seriali. Odcinkowców o podobnej tematyce jest o wiele więcej i na pewno przynajmniej większość z nich zasługuje na uwagę.


karoll

Tagi: lost, seriale, star trek, zagubieni, science fiction, eureka, gwiezdne wrota, stargate
skomentuj (1)




2009-03-30 01:03:58 >> Renesans seriali

Kiedyś byli Czterej pancerni i pies. Potem długo, długo nic, aż do teraz. Filmy w odcinkach z wielkim hukiem powróciły do telewizyjnych ramówek. Które z nich kochamy najbardziej?

Nigdy nie mogłam zrozumieć moich rodziców, którzy śledzili wszystkie części Stawki większej niż życie czy przygód porucznika Borewicza mimo tego, że widzieli je już po dwadzieścia razy. Przecież to takie głupie, oglądać coś wiedząc, jak się skończy. O dziwo niedawno zmieniłam zdanie. Dzięki kilku serialom, które odmieniły oblicze popkultury.

Subtelny urok bezludnej wyspy

Wszystko zaczęło się od Zagubionych (Lost), którzy wkroczyli na ekrany polskich telewizorów w 2005 roku. Podczas emisji pierwszego sezonu w TVP 1 losy 48 rozbitków śledziło nawet 5 milionów widzów. Historia współczesnych robinsonów była miłą odmianą pośród dziesiątek brazylijskich telenowel i amerykańskich seriali sensacyjnych klasy B. I mimo że już druga seria Lost zaroiła się od pokręconych wątków i niewytłumaczalnych zwrotów akcji, serial nadal ma rzesze wiernych fanów, którzy wydają góry złotówek na boxy DVD z ulubionymi, wciąż zagubionymi bohaterami.


Najtrudniej jest zacząć

Popularność Zagubionych otworzyła drogę wielu innym. Polsat kupił odcinki Skazanego na śmierć (Prison Break), którego oglądalność na początku 2007 roku pobiła nawet Zagubionych. TVP 1 w przerwach pomiędzy kolejnymi sezonami Lost emitowała inny, kultowy już, serial o tematyce fantastycznej – 4400. Pojawiły się wszystkie mutacje C.S.I., Wzór (Numb3rs), Kości (Bones) i wiele innych, mniej lub bardziej realistycznych. W sieci zaroiło się od forów dyskusyjnych o serialowej tematyce, pełnych informacji o aktorach i odcinkach, spoilerów oraz fan fiction.

Ostry dyżur inaczej

Wydawać by się mogło, że po Ostrym Dyżurze (ER), Chirurgach (Grey’s Anatomy) czy nawet rodzimym Na dobre i na złe  w serialach medycznych wszystko już zostało zrobione. I wtedy na arenę wkroczył Dr House (House MD), dramat medyczny o perypetiach diagnosty ze szpitala klinicznego w New Jersey. Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że główny bohater – tytułowy dr Gregory House – to uzależniony od środka przeciwbólowego, nienawidzący świata, zgorzkniały i wredny samotnik, który poniżając i obrażając swoich współpracowników i pacjentów ratuje życie w beznadziejnych przypadkach. To chyba jeden z niewielu seriali „jednego bohatera”, w którym najważniejsza jest pierwszoplanowa postać, a nie sama fabuła.

Co po serialach?

Historia, tak jak fortuna, lubi kołem się toczyć. Nie samymi serialami człowiek żyje i jest raczej pewne, że po okresie fascynacji odcinkowcami nastąpi powrót do pełnometrażowych filmów fabularnych. Ale do tego czasu cieszmy się kolejnymi sezonami o przygodach rozbitków i złych doktorów.


karoll

Tagi: csi, seriale, wzór, polsat, skazany na śmierć, zagubieni, dr house, 4400, kości, tvp 1
skomentuj (3)




2009-03-18 15:00:43 >> Czwarty sezon "Dra House'a" w TVP2

Już w najbliższy czwartek 19 marca rozpocznie się emisja tego krotkiego, bo tylko 16-odcinkowego cyklu.

Na fanów czekają nowi bohaterowie oraz jeszcze bardziej zaskakujące i misternie skontruowane scenariusze odcinków.

Dr House to amerykański dramat medyczny, produkowany dla stacji telewizyjnej FOX. Głównym bohaterem jest tytułowy doktor Gregory House, genialny diagnosta a jednocześnie aspołeczny i opryskliwy samotnik. Fabułę serialu stanowią perypetie jego i jego zespołu, związane z rozwiązywaniem skomplikowanych zagadek medycznych.

W Polsce serial zadebiutował w 2007 roku (6 września w TVP 2 i 3 grudnia w AXN).

FOX emituje obecnie najnowszy, 5 sezon serialu. Finał zaplanowany jest na 18 maja br.

Czwarty sezon mogą już oglądać abonenci Platformy Cyfrowej N. Jest dostępny w kolekcji VOD nScreen od 25 grudnia 2008.


karoll

Tagi: serial, tvp 2, dr house
skomentuj (5)




liczniki

Design by arakai

Banner by ToAr




KSIĘGA GOŚCI



2010
marzec
2009
październik
czerwiec
maj
kwiecień
marzec





karoll poleca strony
OT Forum
OT Stargate
House MD Forum
House MD Pierwsza polska strona o serialu

karoll poleca blogi
Przestrzeń Wrocław
Gabana
Torajs
Arakai